Dziś ciekawych przygód nie było. Nawet deszcz mnie nie złapał po drodze, tylko zaczęło lać jak rozwiesiłem pranie. Od kilku osób już słyszałem, że za to jutro ma padać cały dzień. Zobaczymy więc jak się idzie w przemoczonym obuwiu i jak szybko potem schnie.
Przygód brak, ale za to było ładnie. Przeszedłem ponad 15 km. Wspiąłem się ponad 500m w górę. Albergue wygląda przyzwoicie! Jutro czeka na mnie trasa 15 km i trochę przewyższeń. Dotrę też w końcu do Galicji 🙃
Gdy wyruszałem było nieco mgliścieDzisiejsze śniadanie. Wyborne ciasto marchewkowe z kawą i sokiem pomarańczowymLokalne Bohatyrowicze
Czyżbym pobłądził i trafił do Szwajcarii?
Trochę mnie ta trasa pod górę wykończyłaAlbergue w La Faba. Tu pierwotnie planowałem nocować. Ale wczoraj zmieniłem plany i postanowiłem, że przenocuje w kolejnej wiosceKreatywne wykorzystanie wiadra i rur w przydrożnym barzeI dalej w góręO kfiatekI cała polanka kfiatkówI tu ja, szczęśliwy, uśmiechnięty, radosny, wypoczętyChociaż to było pierwsze zdjęcie….Dotarłem do celu podróży. Miejscowości La Laguna. A że to miejscowość z 15 mieszkańcami, to przeraziłem się, że to moje albergue. Pokoje mieszkalne nad oborami. Zapach wyczuwalny już od kilkuset metrówNa szczęście to to moje schronisko. Z restauracja i barem 🙃
Pranie zrobione. Powieszone. Znaczy po 10 minutach przewieszone pod dach, bo zaczęło lać…
Teraz odpoczynek, kolacja i spać! Jutro nowy dzień!
I na koniec – wiem jak się pisze kWiatek. Ale chciałem by puryści językowi mieli na co narzekać 😜