Dzień rozpoczął się pięknie. O 7:30 padało, zaś dwóch z moich towarzyszy podróży wróciło z imprezy o 6 nad ranem. Ale już o 8 jeden z nich zszedł nieco chwiejnym krokiem na dół by zrobić pranie, bo wczoraj zapomniał 🤣 Z albergue trzeba było wyjść najpóźniej do 9…
Na szczęście już o 8:30 się przejaśniło i można było wyruszyć w drogę.
Po zrobieniu 15 km z odcinka liczącego 30 km, stwierdziłem, że resztę trasy pokonam autobusem. Niestety w moim tempie nie wyrobiłbym się z dotarciem na miejsce przed zamknięciem albergue. Zwłaszcza, że zaczęły łapać mnie skurcze po raz pierwszy od rozpoczęcia przygody. Dodatkowo pojawiły się opady…
Ponieważ koledzy zapoznali na imprezie lokalne niewiasty, które zaprosiły ich do innego miasta na dzisiejszą imprezę, to tym razem nocuję w Albergue w Arzua bez nich, tylko z trzema nastoletnimi współtowarzyszkami pielgrzymki (a ponieważ to Niemki to szlifuję słuchanie niemieckiego). Dwie z nich to jednojajowe bliźniaczki, więc czasami jest zabawnie, jak np. w tym samym czasie zaczynają skubać skórki przy paznokciach i to od tego samego palca. Ale pojawia się też trochę innych znajomych osób z początku wędrówki






















Zostały 2 dni wędrówki i 40 km do celu!