Oj leniwy to był poranek. Pobudka 7 rano, prysznic, pakowanie i równo o 9 wyjście na trasę. Nawet tak bardzo jeszcze nie padało, acz o 7 w ogóle nie padało… Po przejściu ponad 50 metrów rozbiliśmy pierwszy obóz.

Dobrze posileni i zatankowani kawą ruszyliśmy dalej. No deszcz nie zelżał, a nawet na odwrót.


Otulony peleryną w przemoczonej od potu koszulce i owiewany zimnym wiatrem szedłem w stronę Hiszpanii, podziwiając cudowne krajobrazy.





Raz przestawało padać, raz lało. Koniec końców buty absolutnie przemoczone, nie mają szans wyschnąć do jutra 🤷♂️


Po dotarciu na miejsce dzisiejszego spoczynku, standardowy rytuał. Pranie, mycie, suszenie, jedzenie, odpoczywanie i rozmawianie.
Na kolację raj dla ekstrawertyków! Wspólna biesiada na 36 osób gdzie każdy się przedstawia i opowiada coś o sobie… Poznałem masę miłych ludzi. A to z Australii, a to z USA, Holandii a nawet z Węgier.

Czas na sen, bo dystans niby nieśmiały ale męczący. A i internet nie za dobry, a wifi owszem jest, ale

Buenas noches, lub jak mówią lokalesi bon sła