Ależ potrzebowałem tak leniwego dnia. Siedzę wieczorkiem przy barze przy basenie w malutkiej miejscowości Luquin sącząc tinto de verano. Dzisiejszy pokonany dystans to 10km, więc praktycznie nic. Mięśnie odpoczywają schłodzone w basenie. Jedyne zmartwienie na jutrzejszą trasę to obtarcia i pęcherze na prawej stopie. Na myśli o założeniu butów organizm reaguje alergicznie. Ale może rano będzie lepiej. Mam trochę dziwnych plastrów więc zobaczymy.
Ta miejscowość jest w ogóle ciekawa, bo liczy około 130-140 mieszkańców, a funkcjonuje jako miejscowość od 921 roku. Ma kościół i bazylikę. Ma dwa kluby sportowe, korty a co najciekawsze, jako jedna z niewielu miejscowości, ma miejski basen. Przy tak małej ilości mieszkańców wszyscy się na pewno znają. Wszyscy na ulicy mówią hola. A aktualnie przy stolikach przy barze jest z 60+ osób, czyli połowa mieszkańców. Jest też bardzo wiele dzieci!
Słońce wolno zachodzi więc trzeba zmierzać spać, bo jutro 20km i to w otwartej przestrzeni. Jak słońce zacznie świecić nie będzie nawet gdzie się schować, więc trzeba wyruszyć rano. Łatwiej jednak pomyśleć niż zrobić. Dzisiaj też był taki plan a skończyło się na wyjściu o 9:45.
Jeszcze trzeba też dopić winko z lodówki, bo nalałem ciutkę do butelki po wodzie w darmowym źródełku z winem, które spotkaliśmy po drodze 🙃 W tym roku było czynne!
























Najbardziej mi się podobają właśnie takie malutkie ciche miasteczka. Chociaż Hiszpanie raczej cisi nie są 🙃