Więc było tak, że chłodziłem się wczoraj wieczorem tinto de verano. Potem drugim. Tak jak i współtowarzyszka tej tułaczki. Ale potem się okazało, że Ania nigdy nie piła sangrii. Więc zamówiliśmy. Tylko, że nie było na szklanki, lecz na dzbanki. Więc jak żona wypiła 1/3 szklaneczki i stwierdziła, że jej wystarczy, to by się nie zmarnowało, wypilem resztę… to był błąd. Poranny ból głowy, trudności kondycyjne i w ogóle ciężko było! A dystans dzisiaj wyniósł prawie 25km. 25 km marszu, a było parno, duszno i ciepło… przyjąłem elektrolity, ale było trudno iść. Jest 18 a usypiam przed telefonem…
Widokowo, trasa chyba taka sobie, ale skupiałem się by dotrwać do postojów. Wiec zdjęć zbyt wielu nie będzie.
















The End