Zanim zacznę o dniu dzisiejszym, kilka słów o wieczorze wczorajszym…
Mgły spowiły okolice jeszcze bardziej niż po południu



Jak można się domyślać, praniu to tylko pomogło. Otrzymało dodatkową porcję płukania w miękkiej wodzie. Gorzej, że pomimo przeniesienia do pokoju, rano nadal było mokre… więc plecak był nieco cięższy…
O 18:30 rozpoczęła się wspólna kolacja. Prawie pięćdziesiąt osób wspólnie spożywających zupę z soczewicy oraz pieczony schab w sosie z dodatkiem dużej ilości zielonego groszku. Ale nawet ta dieta nie pomogła wysuszyć prania…
Mój współlokator Norweg, Trond spytał mnie czy chrapie. To odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Stwierdził, że ma zatyczki! Ale nie przewidział chyba, że w pokoju gdzie było 4 chłopa, tylko on nie chrapie!
Dzisiejszy dzień rozpoczęliśmy lekką paniką, bo na 2 ubikacje dla 50 osób, w jednej skończył się papier toaletowy. Więc ustawiły się kolejki do jedynej słusznej ubikacji.
O 7:00 zaserwowano śniadanie. Na każdego czekał talerzyk i na nim odwrócona miseczka. A na stole wczorajsze bagietki, masło i dżemy. Miseczki myślałem, że do mleka, płatków, ale nie. Do kawy, herbaty czy kakao. Jak jedna Francuzka siedząca koło mnie zanurzyła sobie bagietkę z dżemem w kawie z mlekiem, zdecydowałem, że śniadanie czas skończyć i można skorzystać z wolnej już łazienki!
Po spakowaniu się nadszedł czas na podróż do Roncesvalles, przez przełęcz Bentartea, gdzie szlak francuski przechodzi w hiszpański

Wyruszyłem o 7:50

I sobie szedłem


Zastanawiałem się przed wyjściem, czy użyć kremu do opalania, ale w taką pogodę?
O 8:55 zrobiłem przystanek!




Nasmarowany kremem ruszyłem dalej, choć z duszą na ramieniu! Niedługo wcześniej ujrzałem Widmo Brokenu!

Postanowiłem dogonić Tronda, gdyż jest sanitariuszem! Ale szedł z 70 letnim Irlandczykiem po nowotworze, tak szybko, że okazało się to niemożliwe.
Zatem wędrowałem sam





Podziwiając zwierzątka oczywiście

Jednego tylko nie rozumiałem, czemu musi wiać prosto w twarz i to tak, że nosem się nie da oddychać?
Niemniej szedłem





W powietrzu unosił się cudowny zapach wrzosów

Które porastają całe zbocza gór!

O tak krok za krokiem w tępie 2.5km na godzinę dotarłem po 8 godzinach na miejsce!


Nocleg dziś w największym schronisku na trasie – 250 osób


W mojej czwórce poznałem Carlosa. Młodego człowieka z Nowego Jorku, który przedwczoraj zastanawiał się co robić i podjął decyzje, że wyruszy na Camino. Po 5 godzinach był w samolocie tylko po to, by cały wieczór opowiadać jaki Nowy Jork jest wspaniały. Ale Carlos to chyba temat na osobny wpis 🤪
Całe alberge już śpi, więc kończę na dziś
¡Beuenas noches!