Dzisiejszy dzień zaczął się o 5:50 poszedłem zabrać pranie, które po całej nocy powinno być suche. Nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście! Znowu z pół kilo więcej na plecach dzięki mokrym koszulkom, skarpetkom etc

O 6:00 uszu mym dobiegł dźwięk pobudki puszczanej z glosników
O 6:30 było jeszcze fajniej, bo chodził ksiądz, dzwonił dzwonkiem oraz śpiewał! Oczywiście mnie to ominęło gdyż brałem wtedy prysznic 🤦♂️
Potem ruszyłem na śniadanie na 7:00. Tak wyglądał dziedziniec kompleksu w którym nocowalem

Po śniadaniu szybkie pakowanie, bo trzeba do 8 opuścić albergue!

I ruszyliśmy! Trzech muszkieterów: Carlos (NY), Simon (Szwajcar) i ja

Udało mi się ich po pół godziny zgubić, pod pretekstem skoczenia do sklepu! Powiedziałem, że ich dogonię! Nie przewidziałem, że czas spędzony na zapaleniu papieroska, wypiciu herbaty i pooglądaniu okolicy zajmie mi z 15 min! Tego nie dało się łatwo nadrobić! Dobrze, że dwa miasteczka dalej zatrzymali się na kawę 🤦♂️🤦♂️🤦♂️
I wędrowałem







Nie musiałem się matrwić o pokarm! Camino się Tobą zaopiekuje!



To ostatnie to tarnina, a przynajmniej mam taką nadzieje… strasznie kwaśne 💪
I wędrowałem dalej, trochę w górę, trochę w dół





Przez miasteczka i wśród zwierząt










O szedłem dalej, tylko o 13 temperatura wzrosła do nieznośnej

Z 60C na słońcu bo w cieniu 32C

Po skałach w górę w słońcu

Trochę w cieniu. I mniej więcej 6 km przed końcem podróży skończyła mi się woda 😱
A to był najpiękniejszy widok dzisiaj


Dziś wypiłem z 7 -8 litrów wody i napojów. I właściwie nie musiał skorzystać z toalety! Wszystko wyparowało przez skórę.
Słońce paliło coraz mocniej (apogeum koło 16-17)
Droga wiodła ostro w dół!



Zejścia nie fotografowałem, bo bałem się o mięśnie i życie. Jeden fałszywy krok i mogło być źle…
W końcu po 8,5 godziny dotarłem do miasteczka i zameldowałem się w schronisku




Łączny dystans dzisiaj: 27 km
Spalone kalorie: 5.000kcal
Kroki: 39 tys
Mięśnie uda bolą mnie od patrzenia na nie. Łydki proszą o odpoczynek, szyja – cierpi. Prawie wszystko mnie boli. obaczymy jak będzie jutro. Jutro 22 km i zwiedzanie Pampeluny!
Pranie zrobiłem o 20:00. Zobaczymy czy wyschnie… Nad kolacją usypiałem 🙈
I siedzę teraz na dole i słucham NY porównującego działania Putina do Camino… chyba idę spać, bo to już prawie północ.
A, moja sypialnia

Poddasze, temperatura… bez komentarza 😩
I jeszcze na koniec kilka obserwacji z pierwszych trzech dni podróży:
– nie można przewozić samolotem w bagażu nadawanym cieczy w łatwo otwieralnych pojemnikach
– wychodź jak najwcześniej, bo potem jest gorąco
– nie bój się Hiszpana z sierpem, uśmiechnie się i powie ¡Buenos Dias!
– nie zaprzyjaźniaj się z NY , bo zagada Cię do upadłego
– łatwy etap też może być wycięczający
– i najważniejsze, nie trzymaj luzem w kosmetyczce ostrzy do maszynki do golenia, bo przypadkiem można sobie ściąć kawałek paznokcia. Co boli! I wcale nie trzeba mocno wkładać palcy do kosmetyczki!
Dobranoc!