Dziś był pierwszy dzień, gdy nie miałem zarezerwowanego noclegu. A w Los Arcos do którego zmierzałem, nie ma zbyt dużej bazy noclegowej. Byłem więc zmotywowany, by wyruszyć wcześnie (do tego dochodzą niebotyczne upały już po 11 z apogeum kolo 17 – jak to piszę jest 37C w cieniu) i mknąć do celu… Do tego chciałem dostać się do miejskiego albergue, więc nie wiedziałem co mnie czeka na miejscu. Czy się dostanę, ale też jakie będą warunki.
Wstałem o 5:15. Znowu nie pospałem. Myślę, że maks 4 godziny. Wyruszyłem chwilę po 6. Przede mną były 22 km marszu


I zaraz po dwóch kilometrach rozczarowanie. Pod Estella jest winnica, która udostępnia pielgrzymom wodę ale też wino

Woda leciała, ale kranik z winem był pusty. Może to i dobrze, bo jak maszerować w taki upał po nawet małej ilości alkoholu?
Szedłem więc dalej




Aż dotarłem do lasu dębów korkowych
























Na koniec dotarłem do Los Arcos





I do albergue



Warunki nieco spartańskie, ale cena ok – 8 EUR
Teraz czas na drzemkę, bo jutro dystans 30km w temperaturze dochodzącej do 40C… Może wyruszyć o 4 rano?