Siedzę właśnie przed albergue w malutkiej wiosce Murias de Rechivaldo, na samym końcu wsi. Kruki już tutaj zawracają. Ale jest cudowny spokój i cisza. Posiliłem się chorizo, lód chłodzi kolano od zewnątrz, fanta z lodem chłodzi kolano od wewnątrz. Słonko czasem wyjrzy zza chmur. Pranie schnie, wszystko na dzisiaj już zrobione. Jest błogo. Co więcej, mam papierosy, ponieważ dzisiaj z rana lało, więc wsiadłem w autobus do Leon, tam nabyłem zapasik heetsów, wróciłem do Astrorgi i stamtąd zrobiłem tylko 5 km. Ale pokręciwszy się trochę tam i tu zrobiony łączy dystans to 12 km.
Trochę zdjęć z dzisiaj, głównie z Astorgi:


















A po drodze jeszcze był taki niewyględny kościół





A jutro trzeba iść tam. Jutro przede mną 16 km. Głównie w górę.

Ale najpiękniejszym momentem całego dnia była wizyta w sklepie z wędlinami. Łzy wzruszenia same cisnęły się do oczu 🥹
